|
|
W brzuchu cieżarnej kobiety
W brzuchu cieżarnej kobiety byly bliźniaki. Pierwszy zapytał sie drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Cos musi tam być. Mnie sie wydaje, ze my własnie po to tu jestesmy, zeby sie przygotować na to co
będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wygladac?
- No nie wiem, ale bedzie wiecej światła. Może bedziemy biegać, a jesc buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przeciez żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyc.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszedzie wokół nas... Dzieki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierze! Zadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jestesmy cicho, mozesz posłuchac jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat.
Wiesz, ja mysle, ze prawdziwe życie zaczyna sie później.
Planowanie czasu
Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany, aby przeprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał wiec do dyspozycji tylko jedna godzinę by wyłożyć swój przedmiot. Stojąc przed ta elitarna grupa (która gotowa była zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor opatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział: "Przeprowadzimy doświadczenie". Spod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą. Następnie wyjął około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentowi zapytał ich: Czy dzban jest pełen?" Wszyscy odpowiedzieli: "Tak". Poczekał kilka sekund i dodał: "Na pewno?". Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce miedzy kamieniami... aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał: "Czy dzban jest pełen?" Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział: "Prawdopodobnie nie". "Dobrze" odpowiedział stary profesor. Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwaga wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolna przestrzeń miedzy kamieniami żwirem. Jeszcze raz zapytał: "Czy dzban jest pełen?" Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: "Nie". "Dobrze", odpowiedział stary profesor. I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi. Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich: "Jaka wielka prawdę ukazuje nam to doświadczenie?". Jeden z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział: "To pokazuje, ze nawet, jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia"."Nie" odpowiedział stary profesor, "To nie o to chodziło". "Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie jest następująca:, jeśli nie włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe". Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego stwierdzenia. Stary profesor zapytał ich: "Co stanowi kamienie w waszym życiu?" "Wasze zdrowie?" "Wasza rodzina?" "Przyjaciele? "Zrealizowanie Marzen?" "Robienie tego, co jest wasza pasja?" Uczyć się?". "Odpoczywać?". "Dąć sobie czas...?" "Albo jeszcze cos innego?". "Należy zapamiętać, ze najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do życia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrać... własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mięć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy życia. Zatem nie zapomnijcie zadąć sobie pytania: "Co stanowi kamienie w moim życiu?" Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia)" Przyjacielskim gestem dłoni, stary profesor pozdrowił audytorium i powoli opuścił sale...
Spider Monkey
W Ameryce Poludniowej zyje gatunek malp, który nazywa sie spider monkey. Tubylcy polują na nie w ten sposób,
ze wiercą otwór w drzewie. Otwór ma miec taka wielkość, żeby malpa mogła z trudem włożyc do niego reke. Potem
do tego otworu wkłada sie orzech i czeka. Małpa przychodzi, widzi orzech, wiec wkłada reke, zeby go wziac.
Ale jak chwyci orzech, jej reka zacisnie sie w piesc i już nie jest w stanie jej wyjac tego otworu, wiec
zaczyna sie szarpac. Wtedy przychodzi mysliwy i chwyta małpe.
Oczywiście, jeśli małpa byłaby mądra, to wypusciłaby orzech i mogłaby uciec. Ale wtedy stracilaby swój
orzech.
Jakże czesto postepujemy podobnie. Jakże czesto zatracamy sie w małych, nieistotnych sprawach, tracąc wielkie
możliwosci, jakie życie ze sobą niesie? Zastanów się, co jest Twoim orzechem, co warto puścić, zeby dac
sobie szansę na wolność.
Orzeł
Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włozyl do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylagł się
i wyrósł ze stadem kurcząt. Przez całe życie zachowywał sie jak kury, myslac, ze jest podwórkowym kogutem.
Drapał w ziemi szukajac robaków, piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotac skrzydłami i fruwać kilka metrów
w powietrzu, no, bo przecież tak wlaśnie fruwają koguty.
Mineły lata i pewnego dnia zauwazył wysoko nad soba, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Płynał elegancko
i majestatycznie wsród pradów powietrza, ledwo poruszajac poteznymi, złocistymi skrzydłami. Orzeł patrzył
w góre oszołomiony.
- Co to jest? - Zapytał kure stojaca obok.
- To jest orzeł, król ptaków - odrzekla kura. - Ale nie mysl o tym. Ty i ja jestesmy inni niz on. Tak, wiec
orzeł wiecej o tym nie myslał. I umarł, wierzac, ze jest kogutem w zagrodzie.
Moze byc jeszcze inne zakonczenie tej bajki:
Orzel popatrzył jeszcze raz w góre i napotkał wzrok wielkiego ptaka.
Nagle poczuł w sobie dziwna moc. Rozpostarł skrzydła i zanim zorientował sie, co robi, zaczał unosic sie w
powietrzu. Coraz wyzej i wyzej. Pierwszy raz w zyciu leciał. Jakie to piekne uczucie.
Znowu napotkał wzrok orła i tym razem usłyszał jego krzyk, wołanie, które bylo pozdrowieniem. Teraz już
wiedzial na pewno, ze było to cos, na co nieswiadomie czekal od dawna.
- Witaj bracie, witaj wsród orlów!!!
Czuł, ze budzi sie z wielkiego snu do prawdziwego zycia.
Które zakonczenie bardziej Ci sie podoba?
- Czy wiesz, ze ta bajka jest prawda Twojego zycia?
- Czy wiesz, ze jestes orlem, któremu jak dotad nikt o tym nie powiedział?
- Czy wolisz przez reszte zycia pozostac w kurniku i z głowa spuszczona do ziemi szukac robaków i okruchów,
czy wolisz latac z orłami? Wybór nalezy do Ciebie.
Potrzebowałam forsy
Było to w zeszłym roku. Potrzebowałam forsy na "towar". Podeszlam do idacej chodnikiem staruszki i wyrwalam
jej z reki torebke. Odbiegłam kilkanascie metrów, by schowac sie za rogiem najblizszego budynku i spokojnie
przejrzec jej zawartosc. Staruszka ledwie szła, wiec nie bałam sie, ze mnie dogoni. A nawet jezeli, to i tak
byla za słaba, zeby cokolwiek mi zrobic. Wyrzucilam z torebki wszystko, co w niej bylo, ukleknełam na ziemi,
i zaczelam szukac pieniedzy. Bylo ich niewiele, ale i to moglo sie przydac. Zaczełam wkładac zdobyte
banknoty do kieszeni i w tym samym momencie poczulam delikatne dotkniecie. Nade mna stała staruszka
- włascicielka torebki. Połozyła dłon na mojej głowie i głaszczac mnie delikatnie po włosach powiedziała:
"Biedna, nieszczesliwa dziewczyno, pewnie nikt cie nie kocha". Tych słów nigdy nie zapomne.
Zdezorientowana wlozyłam wszystko z powrotem do torebki, łacznie z pieniedzmi, oddalam ja staruszce
i ucieklam.
To wydarzenie na zawsze zmieniło moje zycie - wspomina była narkomanka, która nalezała do niebezpiecznego
gangu - i uczyniło mnie szczesliwa.
Dwaj Mali Chłopcy
Dwaj mali chłopcy mieszkali w pewnej wiosce, w której równiez mieszkał człowiek, slynacy ze swej madrosci.
Ze wszystkich okolic zjezdzali sie do niego ludzie z prosba o rady i kazdemu umiał pomóc. Pewnego dnia
chlopcy postanowili sobie z niego zazartowac.
- Zadamy mu zagadke, na która mimo swojej madrosci, nie bedzie umiał odpowiedziec. Złapiemy ptaka i zapytamy
go czy ten ptak jest zywy, czy martwy. Jezeli powie, ze martwy, to pokazemy, ze jest zywy. Jezeli powie, ze
zywy, to sciskajac go w dloni zabijemy go i pokazemy, ze jest martwy. Tak tez zrobili. Przyszli do medrca
i trzymajac ptaka za plecami, zadali mu pytanie:
- "Madry czlowieku, czy mozesz powiedziec, co mamy w reku".
Starzec popatrzył na nich przenikliwie i odpowiedzial:
- "Macie ptaka".
- "A czy ten ptak jest zywy czy martwy"?
- "To juz jest w waszych rekach".
Pamietaj, w Twoich rekach jest nie tylko zycie ptaka, którego wezmiesz do reki, ale równiez Twoje zycie.
BASIA
Pewna mała dziewczynka imieniem Basia poszła raz do swojej babci. Gdy tak siedziały i rozmawiały, Basia nagle
zobaczyła na palcu babci pierscien, którego nigdy wczesniej nie widziała. Byl tak piekny, ze Basia zapragnela
choc na chwile wlozyc go na swój palec. Zapytala wiec babcie czy jej pozwoli. Babcia sie zgodzila, ale
zaznaczyła, ze nie jest to zwykly pierscien, tylko zaczarowany.
- Co to znaczy? - zapytała Basia.
- Znaczy to, ze ktokolwiek włozy ten pierscien na palec moze stac sie kimkolwiek tylko zapragnie. Oczy Basi
zaiskrzyly sie z radosci.
- Moge spróbowac?
- Oczywiscie - zgodzila sie babcia i Basia blyskawicznie wlozyla pierscien na swój palec.
- Chce byc piekna królewna na zamku na szczycie szklanej góry - pomyslała, i nagle ziemia zadrzala, domek
i babcia rozmyły sie we mgle, a przed oczyma Basi rozpostarł sie surowy krajobraz górskich szczytów.
Spojrzała wokolo. Znajdowała sie w baszcie olbrzymiego zamku na szczycie szkliscie połyskujacej góry. Przez
moment poczuła lek, ale równoczesnie i radosc, ze to prawda. Spojrzała na palec, pierscien blysnał diamentem
jak gdyby zachecajac Basie do nastepnej próby.
- A teraz chce byc hersztem piratów.
Znów zawirował krajobraz i nagle Basia poczuła ze ziemia sie pod nia kolysze. To kołysał sie statek na falach
oceanu. żagle mocno lopotały na wietrze. Wokolo morska ton. Tylko gdzies na horyzoncie widnial maly skrawek
lądu.
- Kapitanie! - rozlegl sie obok chrapliwy glos.
Spojrzała, stał koło niej dziwnie wygladajacy człowiek. Zamiast jednej nogi mial kule, na oku przepaske,
ubrany na czarno. na glowie kapelusz z ostro zarysowana trupia czaszka.
- Kapitanie! - Powtórzył - czy to ta wyspa, która mamy zaatakowac?
Chciała cos powiedziec, ale głos ugrzazł jej w gardle. Nerwowo dotknela palca - pierscien był na swoim
miejscu. Musze stad uciekac - pomyslała, tylko gdzie? Nie mogła zebrac mysli, bo wlasnie zobaczyła nastepne
podobnie wygladajace postacie, które zmierzały w jej kierunku.
- Chce z powrotem!!! Chce do babci!!! Chce byc znowu mala Basia!
Zawirował swiat i jakby budzac sie ze snu dostrzegła babcie siedzaca naprzeciwko. Babcia usmiechala sie.
- Babciu, czy to prawda? Czy ja naprawde tam bylam?
- Tak, kochanie. Ale na dzisiaj juz wystarczy wiec oddaj mi mój pierscien.
Basia posmutniala. Wrazenie piratów juz mineło. Pomyslała nawet, ze zupełnie niepotrzebnie sie przestraszyła,
bo to przeciez ona byla ich hersztem wiec nic by jej nie zrobili.
- Babciu, jeszcze jeden raz, dobrze?
- Nie ma potrzeby Basiu - babcia popatrzyla na nia uwaznie. Zdradze ci teraz jeszcze jedna tajemnice tego
pierscienia. Otóz, gdy ktokolwiek załozy ten pierscien na palec, to nawet, gdy go zdejmie, czar go juz nie
opuszcza. Co wiecej, jesli opowiesz o tym komukolwiek to on równiez bedzie mógł sie stac kimkolwiek zechce.
I jesli tamta osoba opowie o tym nastepnej to i tą nastepna dotyczy ten czar. I równiez kazdy nastepny
ktokolwiek uslyszy lub przeczyta ta historie bedzie mógł stac sie, kim kolwiek zechce.
Basia sluchala jak urzeczona.
- To znaczy, ze juz od dzisiaj moge byc tym kim sama zechce?
- Tak.
Od tamtej pory mineło wiele lat. Basia urosła i zapragneła byc baletnica. Dzisiaj tanczy i zdobywa laury na
wielu scenach swiata. Potem zapragnela załozyc rodzine. Wiec ma teraz męża i trójke wspanialych dzieci.
Kiedys opowiedziala mi te historie. Postanowilem spróbowac. Zapragnalem byc mechanikiem samochodowym. Ale w
momencie, gdy sie nim stawalem stwierdzilem, ze to jednak nie dla mnie i zdecydowalem zostac konserwatorem
zabytków. I zostalem . Potem zapragnalem zalozyc rodzine, potem wyjechac do Australii i równiez się
spelnilo. W koncu doszedlem do wniosku ze najlepiej byc czlowiekiem wolnym, miec pieniadze i czas i uczyc
ludzi jak osiagnac to samo.
Teraz wiem, ze Basia mówila prawde. Moge byc kimkolwiek zechce. Ale najwazniejsze jest to, ze teraz Ty
przeczytales te historie, wiec czar przeszedl równiez na Ciebie. Teraz Ty mozesz stac sie kimkolwiek tylko
zapragniesz.
Opowieść o dwóch mężczyznach
Dwaj mezczyzni, obaj ciezko chorzy, wspólnie leżeli w jednym pokoju w szpitalu. Jednemu z nich pozwalano
siasc prosto w łózku na jedna godzine dziennie, by płyn z jego płuc mógl odplynac. Jego łózko stało w pokoju
pod oknem. Drugi mezczyzna musiał caly czas lezec na plecach. Mezczyzni ci codziennie rozmawiali przez
dlugie godziny. Mówili o swoich zonach i rodzinach, o swoich domach, pracach i o swojej słuzbie wojskowej,
o tym gdzie spedzali wakacje. A codziennie po południu, kiedy mezczyzna lezacy pod oknem mógł usiasc,
opisywał koledze wszystko co widzial za tym oknem.
Mezczyzna z drugiego łózka zaczał zyc tylko dla tych jednogodzinnych chwil kiedy jego swiat był poszerzany
i ozywiany przez ruch i barwy swiata zewnetrznego. Z okna widac bylo park z pieknym jeziorem. Kaczki i
łabedzie pływaly po wodzie podczas gdy dzieci zaglowały swoimi modelami lódek. Młodzi kochankowie chodzili,
trzymajac sie za rece, wsród kwiatków kolorowych jak tecza. Wielkie, stare drzewa urozmaicały krajobraz, a w
tle bylo widac zarys miasta. Podczas gdy mezczyzna pod oknem to wszystko dokładnie opisywal, mezczyzna
lezacy po drugiej stronie pokoju zamykał oczy i wyobrazał sobie ten malowniczy obraz.
Pewnego cieplego popołudnia mezczyzna pod oknem opisał parade, która akurat przechodzila. Choc drugi
mezczyzna nie slyszal muzyki, widzial oczami wyobrazni parade, która mu kolega opisywał. W ten sposób
upływaly dni i tygodnie. Pewnego poranka pielegniarka przyszla z woda do kapieli i odkryla, ze mezczyzna
spod okna nie zyje. Umarł spokojnie w czasie snu. Pielegniarka byla zasmucona i zawołała innych czlonków
sluzby szpitalnej, by zabrali cialo. Kiedy chwila wydawała sie odpowiednia, mezczyzna z drugiego łózka
spytal czy móglby byc przeniesiony pod okno. Pielegniarka chetnie go przeniosła i po upewnieniu sie, ze
jest mu wygodnie, wyszła. Powoli, z wielkim trudem mezczyzna podniósł sie i oparł na jednej rece, by
zobaczyc swiat zewnetrzny. W koncu bedzie mial przyjemnosc zobaczenia wszystkiego na własne oczy. Powoli
skrecił glowe by wyjrzec przez okno. I nagle jego oczom ukazał się tylko mur przeciwległego budynku. Nic,
tylko pusty mur.
Mezczyzna spytal pielegniarke co moglo wplynac na jego zmarlego kolege, ze mu opowiadal o wszystkich
wspanialych rzeczach za oknem. Pielegniarka mu powiedziala, ze jego kolega byl niewidomy i nawet nie
widzial sciany. Powiedziala: "Moze po prostu chcial cie pocieszyc".
Jest ogromna radosc w uszczesliwianiu innych, niezaleznie od wlasnej sytuacji. Radosc, kiedy sie nia
dzielimy, jest podwajana. Jesli chcesz sie czuc bogatym policz wszystkie rzeczy, które posiadasz, a których
nie da sie kupic pieniedzmi.
SKRZYPCE
Wydarzylo sie to przed wielu laty na aukcji po zmarlym przemyslowcu. Gdy aukcja juz dobiegala konca, zmeczony
urzednik aukcyjny siegnał po ostatni obiekt. Byly to stare, odrapane i bezbarwne skrzypce, które wzniósł
wysoko ponad głowe pytajac cynicznie : Ile za to dostane, da ktos 100$?.., 75.., 50.., 25... No.. Co
powiecie o pieciu? a moze dolara? Glosny smiech zgromadzonych odbijal sie echem od pustych scian sali.
W tym momencie dalo sie slyszec czyjs slaby glos w tlumie. Przepraszam, czy moge zabrac wam troche czasu?
Stary, pochylony wiekiem, mezczyzna przepychal sie przez tlum. Wszedl na podium wyciagajac reke po skrzypce a
potem stal odwrócony tylem do zebranych brzdakajac i naciagajac struny. Nastepnie odwrócil sie powoli w
kierunku sali, unoszac reke w prosbie o cisze. Umiescil skrzypce drzaca reka pod podbródkiem i zaczal grac.
Cudowne, czyste tony wypelnily sale, starzec zagral niebiansko piekna i smutna serenade. Sala zamarla,
wszyscy stali jak zahipnotyzowani. Na koniec uklonil sie gleboko, odlozyl skrzypce kierujac sie do wyjscia.
Podczas gdy zebrani wiwatowali jak opetani,prowadzacy aukcje smiał sie i unoszac znów skrzypce wysoko,
zapytal; "Ile dostane za ten nadzwyczajny instrument?" Tysiac od pana w wysokim kapeluszu, dwa tysiace od
blekitnej damy, trzy tysiace od pana w czapce z daszkiem, czy slysze dobrze,.. cztery tysiace, nie piec
tysiecy od mezczyzny w wysokim kapeluszu, piec tysiecy po raz pierwszy, piec po raz drugi, piec po raz
trzeci! BUM!!! Pragne pogratulowac zakupu tak mistrzowskiego wytworu ludzkich rak za jedyne piec tysiecy
dolarów!
Przyszłość
Czekajac na przyjaciela na lotnisku w Portland, przydarzylo mi sie jedno z tych doswiadczen, które zmienia
cale zycie. Po wyladowaniu samolotu, wypatrujac przyjaciela, zauwazylem mezczyzne idacego w moim kierunku,
niosacego dwie duze torby. Zatrzymal sie tuz obok mnie, by przywitac sie z rodzina. Najpierw zwrócil sie do
mlodszego, moze 3-letniego syna. Polozyl torby i mocno go przytulil. Kiedy w koncu popatrzyli sobie w oczy,
ojciec powiedzial: "tak dobrze cie znowu widziec synu, tak bardzo tesknilem". Syn sie niesmialo usmiechnal,
odwrócil wzrok i powiedzial: "ja tez tato". Nastepnie ojciec wstal i popatrzyl w oczy starszemu synowi,
który mial moze 9 albo 10 lat i biorac jego glowe w rece powiedzial: "ty juz jestes mlodym mezczyzna.
Tak cie kocham". I go mocno usciskal. W tym czasie mala dziewczynka, miala moze póltora, moze dwa latka,
wila sie z radosci na rekach mamy. Ojciec powiedzial czesc mala dziewczynko i delikatnie biorac dziecko od
matki obsypal jej twarz calusami. Po czym przytulil ja do piersi. Po chwili oddal córke starszemu synowi i
powiedzial: "zostawilem najlepsze na koniec" nastepnie pocalowal zone najbardziej namietnym pocalunkiem, jaki
kiedykolwiek widzialem. Popatrzyl jej gleboko w oczy i bezglosnie, samymi ustami powiedzial:
"tak cie kocham". Patrzyli sobie w oczy usmiechajac sie i trzymajac sie za rece. Wydawalo sie jakby byli
nowozencami, ale widzac ich dzieci, wiedzialem, ze tak nie moglo byc. To wszystko dzialo sie tuz obok
mnie, na wyciagniecie reki. Nagle poczulem sie niewygodnie, jakbym naruszal jakas swietosc. Chcialem
odwrócic wzrok, odejsc i wtedy mój wzrok napotkal jego i ze zdumieniem zauwazylem, jak mój glos pyta:
"jak dlugo jestescie malzenstwem?" "No, chodzilismy na randki przez dwa lata, a jestesmy malzenstwem od
czternastu" - powiedzial kierujac wzrok na zone. - "To w takim razie jak dlugo pana nie bylo?" Popatrzyl na
mnie, wciaz usmiechajac sie - "cale dwa dni" Dwa dni? Bylem zaskoczony. Sadzac po przywitaniu sadzilem, ze go
nie bylo kilka tygodni lub miesiecy. Na pewno moa mina to zdradzila, wiec powiedzialem, by zakonczyc
naruszanie swietosci: "mam nadzieje, ze moje malzenstwo tez bedzie tak wspaniale po tylu latach". Mezczyzna
nagle przestal sie usmiechac. Popatrzyl mi prosto w oczy i powiedzial cos, co wdarlo sie gleboko do mojej
duszy i sprawilo, ze stalem sie nowym czlowiekiem: "nie miej nadziei, przyjacielu, decyduj!" Potem znowu
sie usmiechnal, uscisnal mi dlon i powiedzial: "niech Cie Bóg blogoslawi".
Dlugo patrzylem jak odchodzili. Nawet nie zauwazylem, kiedy nadszedl mój przyjaciel. Zapytal, na co tak
patrzysz. Odpowiedzialem bez wahania i z pewnoscia w glosie: ogladam swoja przyszlosc".
CUD PIOSENKI BRATA
Jack Hayford, pastor z Californi opowiadal o swojej córce, która - jak kazda dobra mama - gdy sie
dowiedziala, ze bedzie miala kolejne dziecko, robila, co mogla, by pomóc swojemu synkowi 3 letniemu Michalowi,
zrozumiec, ze bedzie mial rodzenstwo. Dowiedzieli sie, ze urodzi sie dziewczynka i codziennie Michal spiewal
siostrze, która byla w brzuchu mamy. Przez jakis czas ciaza przebiegala prawidlowo. Pózniej byly bóle i
komplikacje podczas porodu. Siostra Michala urodzila sie, ale byla w ciezkim stanie. Karetka zawiozla ja na sygnale do nowego bloku intensywnej terapii szpitala Sw. Marii. Z dnia na dzien dziewczynka czula sie coraz gorzej. Lekarze mówili rodzicom, ze nadzieje sa bardzo male i zeby byli gotowi na najgorsze. Karen z mezem zalatwili miejsce na lokalnym cmentarzu. Michal ciagle blaga rodziców, zeby mu pozwolili zobaczyc siostre, bo chce jej pospiewac. Wyglada na to, ze bedzie pogrzeb przed koncem tygodnia. Michal ciagle prosi, zeby mógl jej pospiewac, ale dzieciom nie wolno wchodzic na oddzial. Karen jednego dnia postanawia, ze wezmie go na oddzial mimo zakazów. Jesli nie zobaczy siostry teraz, to moze juz jej nigdy nie zobaczyc. Ubiera go w o wiele za duze ubrania ochronne i wprowadza na oddzial. Wyglada jak kupa bielizny przygotowanej do prania, ale glówna pielegniarka rozpoznaje dziecko i zdenerwowana kaze wyprowadzic go z oddzialu. Matka patrzy pielegniarce prosto w oczy i mówi: "on nigdzie nie pójdzie dopóki ja mu nie powiem, dopóki nie zaspiewa siostrze". Karen bierze Michala do sali malej siostrzyczki. On patrzy na malutkie niemowle przegrywajace walke o zycie i zaczyna spiewac. "Jestes moim blaskiem slonca, moim jedynym blaskiem, sprawiasz, ze jestem szczesliwy, kiedy niebo sie chmurzy". Dziewczynka uslyszala. Jej odpowiedzia byl stabilizujacy sie puls, jakby mówila: "Spiewaj dalej Michalku" a Michal spiewal dalej: "nigdy nie bedziesz wiedziec jak bardzo cie kocham, prosze nie odbieraj mi blasku slonca". Oddech zaczyna byc regularny - spiewaj Michalku spiewaj, na twarzy dziewczynki widac uspokojenie, w koncu zasypia. Oczy pielegniarki wypelniaja lzy. A Michal ciagle spiewa: "Jestes moim blaskiem slonca, moim jedynym blaskiem". Na drugi dzien dziewczynka czuje sie na tyle dobrze, zeby isc do domu. Gazeta "Womans Day" nazwala to cudem piosenki brata. Dyrektor szpitala po prostu nazwal to po prostu cudem. Ale Karen wiedziala, ze byl to cud Boga w milosci brata.
Bóg Cie powolal do zycia na tym swiecie, bys robil to, czego nikt inny nie moze zrobic.
Dzień Ojca
Byl dzien ojca i moi dwaj synowie dali mi karty. Siedzialem przy sniadaniu, patrzylem na nich i dziwnie sie poczulem. Glen - dwunastolatek dorastal mi na oczach. A moze po prostu pierwszy raz od........ nie pamietam kiedy, mu sie przyjrzalem. Jest przystojny, szczesliwie dla niego, coraz bardziej przypomina matke. Jejku, jak on urósl. Juz ma leciutki meszek nad górna warga. Glos mu sie zalamuje. Pomiedzy dlugimi godzinami w biurze, na uczelni, na polu golfowym, nie zauwazylem jak sie zmienil. Od niemowlaka, którego kiedys kapalem codziennie do mlodego mezczyzny, który teraz siedzial przede mna. Przyszla mi do glowy okropna mysl, ze za piec lat on pójdzie do college'u. A mniej wiecej za dziesiec lat zniknie z mojego zycia na zawsze. Mlodszy Tod, chodzi do pierwszej klasy, a przeciez tak niedawno, prawie wczoraj spacerowalem niecierpliwie przed sala porodowa oczekujac pierwszego placzu. Gdzie sie podzialo to szesc lat? Podniósl wzrok z nad talerza i jedynie, co widzialem, to te duze brazowe oczy, które dostal od matki. Tod popatrzyl na mnie i zapytal: "co sie stalo tatusiu, nie podobaja ci sie karty?" Zapewnilem go, ze sa wspaniale. Najlepsze, jakie kiedykolwiek dostalem. Wtedy uslyszalem klakson. Koledzy po mnie przyjechali. Jeszcze raz uscisnalem synów i poszedlem do garazu. Poszli za mna. Kiedy wyszedlem na podjazd Tod powiedzial: "baw sie dobrze tato". Glen krzyknal: "mam nadzieje, ze wygrasz". Pomachalem i poszedlem w kierunku czekajacego na mnie samochodu. Bob wysiadl z auta, otworzyl bagaznik, zebym tam mógl wrzucic swoje kije. Ja powiedzialem czesc i pare jeszcze innych rzeczy, juz nawet nie wiem co, ale pamietam, ze Bob zmarszczyl brwi, potrzasnal glowa, wsiadl do auta, trzasnal drzwiami i pojechal. Stalem tak w stroju do golfa, ledwie rozumiejac, co zrobilem. Z garazu patrzyli na mnie równie zdumieni jak ja, moi synowie. W koncu Tod przybiegl do mnie i rzucil mi sie w ramiona. Dotknalem twarza jego klatki piersiowej i jak oderwalem, zapytal: "tatusiu, dlaczego placzesz?" Co moglem mu powiedziec? Ze moje lzy byly za te wszystkie godziny, dni, lata spedzone nad projektami, spotkaniami i na polu golfowym, które zawsze beda tam, gdzie sa, nawet, gdy moi mali panowie stana sie duzymi panami i zostawia mnie na zawsze.
ECHO
Ojciec z synkiem byli na spacerze w górach W pewnej chwili chlopiec potknal sie i upadl krzyczac: "AAhhhhhh!!!" Ku swemu zdziwieniu, uslyszal glos w górach, który odpowiedzial: "AAAhhhhhhhhhhh!!!" Zdziwiony krzyknal:, "Kim jestes?" Otrzymal odpowiedz, "KIM JESTES?" Rozzloszczony krzyknal "Tchórz!" Odpowiedz brzmiala "TCHÓRZ!" Spojrzal na swojego ojca pytajac, "O co tu chodzi?" Ojciec smial sie mówiac: "Posluchaj uwaznie: sam glosno krzyknal: "Podziwiam Cie" a glos odpowiedzial: "PODZIWIAM CIE!" Znowu krzyknal: "Jestes najlepszy!" - A glos odpowiedzial: "Jestes najlepszy!" Zaskoczony malec nic nie rozumial. Wtedy to ojciec wyjasnil: "Ludzie nazywaja to ECHEM, lecz tak naprawde to GLOS STWORZENIA Odpowiada Ci zawsze tym, co mówisz lub z siebie dajesz. Twoje zycie jest po prostu odbiciem Twoich slów i czynów i zawsze otrzymujesz zwielokrotnione wynagrodzenie. Jesli pragniesz otrzymac wiecej milosci, daj ja wpierw! Jesli pragniesz poprawic jakosc swojego zycia, zmien je. Zycie zaplaci Ci zawsze tym, co w nie sam wniosles".
CHLOPIEC
Byl sobie pewnego razu chlopiec o zlym charakterze. Jego ojciec dal mu woreczek gwozdzi i kazal wbijac po jednym w plot za kazdym razem, kiedy straci cierpliwosc i poklóci sie z kims. Pierwszego dnia chlopiec wbil w plot 37 gwozdzi. W nastepnych tygodniach nauczyl sie panowac nad soba i liczba wbijanych gwozdzi malala z dnia na dzien Odkryl, ze latwiej jest panowac nad soba niz wbijac gwozdzie. Wreszcie nadszedl dzien, w którym chlopiec nie wbil w plot zadnego gwozdzia. Poszedl wiec do ojca i powiedzial mu to. Wtedy ojciec kazal mu wyciagac z plotu jeden gwozdz kazdego dnia, kiedy nie straci cierpliwosci i nie poklóci sie z nikim. Mijaly dni i w koncu chlopiec mógl powiedziec ojcu, ze wyciagnal z plotu wszystkie gwozdzie. Ojciec zaprowadzil chlopca do plotu i powiedzial: "Synu, zachowales sie dobrze, ale spójrz, ile w plocie jest dziur. Plot nigdy juz nie bedzie taki, jak dawniej. Kiedy sie z kims klócisz i mówisz mu cos zlego, zostawiasz w nim rane. Mozesz wbic czlowiekowi nóz, a potem go wyciagnac, ale rana pozostanie. Niewazne, ile razy bedziesz przepraszal, rana pozostanie.
Potęga miłości
To naprawde piekna i stara historia, która sie wydarzyla wiele, wiele lat temu. Jej bohaterka byla pani Thompson nauczycielka w pewnej prowincjonalnej szkole podstawowej. Wszystko zaczelo sie na poczatku roku szkolnego, w tym dniu, gdy zostala wychowawczynia piatej klasy. Utkwilo jej to w pamieci gdyz tego dnia sklamala mówiac dzieciom ze bedzie sie o nie wszystkie troszczyc i kochac na równi z innymi. Wiedziala jednak ze nie bylo to mozliwym, gdyz w pierwszej lawce siedzial maly chlopiec o imieniu Teddy. Znala Teddiego z widzenia juz wczesniej i zauwazyla ze nie bawil sie z innymi dziecmi, ze byl zle ubrany i zawsze brudny. Teddy na dodatek byl nieprzyjemny i opryskliwy. Doszlo do tego ze z czasem odkryla, iz zaczelo jej wrecz sprawiac podswiadoma satysfakcje malowanie wypracowan Teddiego na czerwono i wpisywanie wielkich dwój na srodku kartek. W szkole istnial zwyczaj wymagajacy od kazdego wychowawcy klasy napisania po kazdym pólroczu krótkiej opinii o kazdym uczniu. Odlozyla sobie dzienniczek Teddiego na koniec i gdy wreszcie do niego doszla i rzucila okiem na opinie o nim z poprzednich lat i zdziwila sie. Nauczycielka w pierwszej klasie napisala; "Tedy to cudownie zdolne dziecko, zawsze usmiechniety, pedantycznie skrupulatny i doskonale wychowany. Przebywanie w jego poblizu to prawdziwa przyjemnosc". Nauczycielka w drugiej klasie napisala; "Tedy jest doskonaly uczniem, lubiany przez wszystkich, lecz czesto jest smutny gdyz jego matka jest ciezko chora i zycie dla niego musi byc prawdziwa walka". Nauczycielka w trzeciej klasie napisala; "Smierc jego matki odbila sie na nim ciezko. Stara sie jak moze, lecz ojciec sie nim wyraznie nie interesuje i niewatpliwie odbije sie to na jego nauce, jesli ktos sie o niego nie zatroszczy". Nauczycielka w czwartej klasie napisala: "Teddy jest zamkniety w sobie, nie interesuje sie niczym, nikt go nie lubi i czesto spi na lekcjach". W tej to chwili Pani Thompson zrozumiala, w czym lezy problem i zaczela sie naprawde wstydzic za swoje zachowanie. Kilka dni pózniej poczula sie jeszcze gorzej, gdy dzieci przyniosly jej male prezenty na gwiazdke. Wszystkie paczuszki byly pieknie opakowane w kolorowe papierki z kokardkami, tylko zawiniatko Teddiego bylo opakowane w brudny papier i przewiazane sznurkiem. W papierze byla zawinieta stara miedziana bransoletka z kilkoma brakujacymi kamieniami i jedna czwarta buteleczki jakichs perfum. Uciszyla chichoczace sie dzieci, zalozyla z duma bransoletke na reke i pokropila sobie nadgarstki perfumami, dziekujac Teddiemu za pamiec. Tedy Stoddard zostal tego dnia dluzej w klasie tak, aby wszystkie dzieci wyszly nastepnie podszedl do Pani Thompson mówiac z usmiechem "Dzis pachniala Pani tak jak kiedys moja mama pachniala w nasze ostatnie swieta..." I poszedl. W Pani Thompson cos peklo, tego popoludnia dlugo zostala sama w klasie nie mogac wyjsc gdyz nie mogla sie powstrzymac od placzu. Jak sama mówi od tego dnia przestala byc tylko nauczycielka angielskiego i matematyki, zaczela uczyc dzieci?.. Teddiemu poswiecala szczególnie duzo czasu i uwagi, tak ze powoli zaczal odzywac i czym wiecej mu poswiecala czasu tym wieksze robil postepy? Na zakonczenie roku Teddy byl juz jednym z najlepszych uczniów w klasie. I pomimo jej klamstwa na poczatku roku, gdy mówila ze wszystkie dzieci bedzie kochac równo, to Tedy stal sie jej szczególnie bliski. Rok pózniej, gdy juz poszedl do gimnazjum, znalazla kiedys pod swoimi drzwiami karteczke, na której pisalo "Jest Pani nadal najlepsza nauczycielka, jaka kiedykolwiek w zyciu mialem". Minelo szesc. lat do chwili az otrzymala nastepny liscik od Teddiego, w którym pisal, ze wlasnie skonczyl College i otrzymal stypendium na Uniwersytet w Stan Ford, lecz uwaza ze ona nadal jest najlepsza nauczycielka na swiecie. Cztery lata pózniej otrzymala znów list, w którym pisal ze byly to ciezkie lata nauki, lecz wytrwal i jeszcze mysli zostac kilka lat na uniwersytecie a ona jest nadal najlepsza nauczycielka, jaka kiedykolwiek mial. I znów minelo cztery lata do nastepnego listu. Tym razem wyjasnil blizej, co robil konczac ze pomimo wszystkiego, co przez lata doswiadczyl to nadal uwaza ze ona jest najlepsza nauczycielka, jaka kiedykolwiek mial. List ten tylko róznil sie tym od poprzednich ze podpis byl dluzszy niz poprzednio. Theodore F. Stoddard dr Med. Historia sie tu jednak nie konczy, gdyz kilka miesiecy pózniej znów otrzymala list od Teddiego, w którym powiadamial ja ze wlasnie bierze slub i w zwiazku z tym ze juz nikogo niema gdyz jego ojciec zmarl kilka lat wczesniej to bardzo ja prosi o zrobienie mu honoru zajecia pustego miejsca w kosciele tam gdzie powinna siedziec jego matka. Pani Thompson naturalnie zaakceptowala zaproszenie. Tego dnia zalozyla na reke stara miedziana bransoletke bez kamieni, uzyla tych samych perfum, których uzywala matka Teddiego w ich ostatnie Swieta Bozego Narodzenia i pojechala na slub. W kosciele padli sobie w ramiona. Dr Stoddard szeptal pani Thompson do ucha: "dziekuje Pani za wszystko, za to ze wierzyla Pani we mnie i pokazala mi, ze jestem kims wartosciowym i ze stac mnie bylo na cos wiecej". Pani Thompson odpowiedziala mu ze lzami w oczach: "Mylisz sie, Ty nie masz mi, za co dziekowac, gdyz to ja jestem Ci za wszystko wdzieczna. To Ty pokazales mi ze stac mnie bylo na cos wiecej i ze moglam naprawde byc najlepsza nauczycielka na swiecie. Bez Ciebie nigdy bym chyba tego nie odkryla".
Chiński Bambus
Opowiem Wam historie o chinskim bambusie. Jest to roslina, której nasiona sadzi sie do ziemi i przez pierwszy
rok podlewa, nawozi, ale nic nie wyrasta. W drugim roku trzeba podlewac, nawozic i dalej nic. W trzecim roku
dalej trzeba podlewac, nawozic i dalej nic. W czwartym roku dalej trzeba podlewac, nawozic i dalej nic.
W piatym roku dalej nic. I nagle w szóstym roku, w przeciagu dwóch tygodni roślina osiąga wielkosc
kilkunastu metrów. Wrecz w oczach rosnie.
Mozna by sie zastanawiac co nasiona robia tak dlugo w ziemi. Otóz przez te szesc lat buduja olbrzymi system
korzeniowy siegajacy kilkudziesieciu metrów.
Lubie ten przyklad, bo jest to analogia wielu naszych zyciowych zamierzen. Dotyczy to zarówno biznesu,
sportu, sztuki, polityki, nauki itp. W kazdej dziedzinie zeby urosnac, trzeba najpierw zapuscic korzenie.
Najtrwalsze sa te rosliny, które maja najwieksze korzenie. A jakze czesto chcielibysmy jesc owoce, zanim
urosnie drzewo.
Skąpstwo
Do rabina przychodzi strzec znany ze skapstwa, który sie skarzy, ze pomimo to, iz cale zycie ciezko pracowal
dbajac o rodzine, to na starosc wszyscy sie od niego odwrócili. Rabin pomyslal chwilke i zawolal go zeby
podszedl do okna. Zapukal w szybe i zapytal:
- Powiedz mi co to jest?
- To jest szyba.
- No dobrze, powiedzial rabin, ale jak patrzysz na nia, to co widzisz?
- No, widze ulice i innych ludzi.
- Dobrze, powiedzial rabin i zaprowadzil go w kierunku lustra. Zapukal palcem w szklo pytajac:
- A co to jest?
- Lustro, powiedzial stary.
- Tak, ale z czego zrobione?
- W zasadzie tez z szyby, powiedzial skapiec.
- A co w niej widzisz?
- Widze siebie, mówi stary.
- No widzisz, mówi rabin, to jest szyba i tamto. A wiesz czym rózni sie szyba okienna od lustrzanej? Tym, ze
lustrzana jest powleczona srebrem. Tam jak patrzysz to widzisz przez nia innych ludzi a tutaj jak w gre
weszlo tylko kilka gram srebra to widzisz tylko siebie!
|